10 pytań do...

10 pytań do… Aleksandry Wojtaszek

10 pytań do...

1. Lubię zacząć dzień od:

Przewrócenia się na drugi bok i dospania jeszcze chwilkę. Mam bardzo powolny poranny rozruch i nie znoszę wstawać wcześnie. Tymczasem nasze społeczeństwo nie przepada za takim trybem życia, więc wiele razy musiałam zmagać się z zarzutami o lenistwo – przecież każdy szanujący się człowiek zaczyna dzień o szóstej rano od zimnego prysznica, odżywczego śniadania i półmaratonu. A jak już otworzę w końcu oczy, pozostaję jakiś czas w pozycji horyzontalnej i robię sobie szybką prasówkę, żeby zobaczyć, co się w międzyczasie wydarzyło na świecie. Długo miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale w końcu zrozumiałam, że do południa mój mózg jest niedogotowaną jajecznicą i walka z nim jest z góry skazana na przegraną. Dlatego rano, jeśli nie muszę, nie wyznaczam sobie ambitniejszych zadań niż czytanie i odpisywanie na maile.

2. To, co pomaga mi w dokonywaniu wyborów:

Trudno mi dokonywać wyborów, bo jestem jedną z tych osób, które w każdej sytuacji widzą miliony niuansów i możliwości. To pomaga w pracy naukowej i dziennikarskiej, w normalnym życiu niekoniecznie. W mniej poważnych kwestiach po prostu dokonuję wyborów spontanicznie, zdając się na intuicję. W poważniejszych słucham swojego ciała – jestem mocno „somatyczna” – i zazwyczaj ono daje mi do zrozumienia, czy czegoś chcę, ale przede wszystkim, czego nie chcę.

3. Nigdy nie sądziłam, że:

W 2021 roku będziemy musieć w ogóle dyskutować o tak podstawowych sprawach, jak prawa kobiet czy mniejszości. Będziemy zastanawiać się nad tym, ile jeszcze wytrzyma nasza doprowadzona do ostateczności planeta. Pozwolimy sobie na to, żeby miliardy ludzi cierpiały z powodu konsekwencji głodu, choć mamy wystarczająco dużo zasobów, aby wyżywić wszystkich. Kilkanaście lat temu przyszłość wydawała mi się rysować bardziej jako coś pomiędzy Fukuyamą a „Futuramą”[1], a nie jako kolaż rozmaitych powieści postapokaliptycznych. Z drugiej strony, nie sądziłam, że możliwości komunikacji, przemieszczania się i wymiany informacji będą tak duże, jak dziś.

4. Nie lubię, kiedy:

Ktoś nie ma w sobie za grosz empatii. Empatia, którą dla siebie definiuję jako stan gdzieś pomiędzy ciekawością innego, miłością do bliźniego, próbą zrozumienia odmiennych punktów widzenia i współczuciem, wydaje mi się podstawą stosunków międzyludzkich. Bliskie jest mi poczucie, że byt określa świadomość, a większość zachowań i postaw wynika z określonych sytuacji czy uwarunkowań. Innymi słowy, warto dążyć do tego, żeby „rozumieć innych ludzi, inne języki, inne cierpienia”[2]. Inaczej zamieniamy się w małe wojujące plemiona, szukające wrogów, mówiące we własnym narzeczu, zaskorupione, podporządkowane dominującym narracjom, nieszczęśliwe.

5. W trudnych momentach przypominam sobie słowa:

Przypominam sobie, że wszystko prędzej czy później się kończy, więc pewnie można to podciągnąć pod Koheleta. Świadomość końca wszystkiego – naszego życia, cywilizacji, ludzkości – wydaje mi się nadzwyczajnie kojąca. Nawet z perspektywy kilkudziesięciu lat naszego życia większość doraźnych problemów jest nieistotna, nie mówiąc o szerokiej perspektywie kosmosu, dlaczego więc nie odpuścić?

6. Moje szybkie sposoby na zregenerowanie się:

Dobrze regeneruję się wśród ludzi. Uwielbiam spotkania towarzyskie, dyskusje, żarty, anegdoty. Ale czasem jedyne na co mam ochotę, to wziąć pod pachę jakieś dobre czasopismo albo książkę, nalać wody do wanny i zamknąć drzwi przed resztą świata.

7. Najlepsza rada, jaką dostałam:

Dostałam ich wiele, choć chyba do większości się nie zastosowałam. Moja głowa przypomina trochę śmietnik: pełen słów, które usłyszałam, przeczytanych zdań, zobaczonych miejsc. Lubię to w sobie, bo w przeróżnych okolicznościach zawsze coś mi się przypomina, ale do wielu cytatów pogubiłam już przypisy. Gdybym miała przypomnieć sobie aktualnie ulubiony, to chyba z Hannah Arendt: „Wszystkie smutki można znieść, jeśli opowie się o nich jakąś historię”.

8. Ważne książki:

To jest trudne pytanie. Książki towarzyszą mi od zawsze i na zawsze, są moją pierwszą miłością i pewnie będą ostatnią, ale rzadko wracam do tych już przeczytanych, bo towarzyszy mi głód nałogowca – zawsze więcej, ciągle coś nowego – tak wiele książek, a tak mało czasu. Największy wpływ miała na mnie pewnie seria klasyki XX wieku wydawana, kiedy byłam nastolatką. Nabokov, Bułhakow, Golding, Jones, Puzo, Graves, Camus czy Grass towarzyszyli wiernie mojemu dorastaniu. W sumie dobry wstęp do dorosłości bez złudzeń 🙂

9. Trzymam się w formie dzięki:

Ważnym dla mnie ludziom, ale też pracy. Uwielbiam to poczucie ekscytacji, kiedy wystukuję kolejne litery na klawiaturze i zaczynają one układać się w coś interesującego. Lubię totalny chaos w głowie po dwóch godzinach tłumaczenia symultanicznego oraz energię czerpaną z kontaktu z ludźmi podczas spotkań czy zajęć.

10. Odpoczywam, gdy:

Podróżuję, choć zazwyczaj nie jest to klasyczny wypoczynek, bo wybieram miejsca potrzebne mi do pracy, czyli przede wszystkim Bałkany. Nie znoszę nudy, szybko się męczę powtarzalnością, dlatego potrzebuję dużej ilości bodźców. Podróże sprawdzają się tu idealnie – nowi ludzie, miejsca, języki, sytuacje. Potrzebuję zachwytu światem, żeby mój mózg mógł normalnie pracować.

Zdjęcie z archiwum Aleksandry Wojtaszek

Aleksandra Wojtaszek (1991) – bałkanistka, dziennikarka i tłumaczka. Doktor literaturoznawstwa. Filologię chorwacką i serbską studiowała w Krakowie, Zagrzebiu i Belgradzie. Artykuły naukowe, publicystyczne, wywiady i recenzje publikuje między innymi w „Tygodniku Powszechnym”, „Herito”, „Krytyce Politycznej”, „Dużym Formacie” czy „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Na Uniwersytecie Jagiellońskim prowadzi zajęcia z języka chorwackiego, literatury i przekładu. Tłumaczy także współczesną literaturę byłej Jugosławii, za działalność tłumaczeniową otrzymała Nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Obecnie pracuje nad zbiorem reportaży o współczesnej Chorwacji.


[1] „Futurama” to humorystyczna kreskówka dla dorosłych opowiadająca o świecie dalekiej przyszłości, natomiast Francis Fukuyama jest amerykańskim filozofem najbardziej znanym ze swojej koncepcji „końca historii”. Zdaniem Fukuyamy demokracja liberalna i wolny rynek to najwyższe formy ustrojowe, a zatem po tym, jak zapanują, czeka nas już zglobalizowany pokój i dobrobyt. No cóż, niespecjalnie się udało, a filozofia nieustannego wzrostu gospodarczego prowadzi nas między innymi prosto w ramiona potężnego kryzysu klimatycznego.

[2] Zbigniew Herbert, „Modlitwa Pana Cogito – podróżnika”.

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz