Stoicyzm

Umiarkowanie: niedościgniona cnota czy droga do wewnętrznej wolności?

Summum bonum oznacza najwyższe dobro, do którego dążenie jest nie tylko celem samym w sobie, ale również drogowskazem pomocnym w budowaniu szczęśliwego i właściwego moralnie życia. Na realizację tego celu, opisanego najszerzej przez Cycerona, składa się także pielęgnowanie cnót stoickich, takich jak mądrość, odwaga, sprawiedliwość i umiarkowanie. To właśnie przez pryzmat tej ostatniej wartości przyglądniemy się temu, jak ma się stoicyzm do znajomego nam i obecnego w naszym kręgu kulturowym nadmiaru: możliwości, informacji, produktów i wszelkich innych bodźców.

Umiarkowanie w ciągłym ruchu

Starożytni stoicy opierali się na monistycznym przekonaniu, że istnieje tylko jedna rzeczywistość, a wszystko, co się dzieje, składa się z materii i ruchu o różnym natężeniu. Przez materię rozumiemy tu „tworzywo”, z jakiego zbudowany jest świat. Chodzi tu nie tylko o to, o czym mówi fizyka, czyli – w bardzo dużym uproszczeniu – o atomy i ich przemieszczanie się, ale również o wszystko to, co duchowe, np. rozwój czy nadawanie sensu. Nieodzowną częścią wszechświata jest dla stoików także ruch, rozumiany jako porządkująca siła, coś w rodzaju „kontenera” dla materii. 

Relacja między materią i ruchem przypomina relację między ogniem i jego ciepłem, miłą wiadomością i uczuciem zadowolenia, jakie wywołuje albo między liśćmi i ich kolorem, którego zmianę obserwujemy jesienią. Nie ma w tym ani nadmiaru, ani braku – wszystko osadzone jest w naturalnym porządku i proporcji. Idąc za tym, człowiek, jako – co prawda znikoma, ale jednak – część wszechświata, powinien dążyć do zachowania umiarkowania i równowagi w swoich pragnieniach i działaniach. Tak jak natura zachowuje umiarkowanie i równowagę w ruchu materii.

Czy umysł sprzyja umiarkowaniu?

Jak dążyć do umiarkowania w świecie, który wydaje się pędzić jak oszalały, zmierzając najpewniej w kierunku zagłady środowiska i pogłębiania różnic między ludźmi? A w dużo mniejszej skali: jak to zrobić we własnym, małym świecie, który na co dzień wypełniamy po brzegi różnymi zadaniami, i który też wydaje mi się pędzić? I to właśnie na tej refleksji chciałabym się zatrzymać. Trochę na zasadzie wciśnięcia hamulca w jadącym samochodzie. Przystańmy na chwilę i popatrzmy, co tu się właściwie dzieje.

Umiarkowanie oznacza szukanie równowagi w tym momencie, w którym właśnie się znajdujemy, czyli w znanym z praktyki uważności „tu i teraz”. Myśl „Świat pędzi jak oszalały, a ja wraz z nim” jest… myślą, którą przed chwilą wyprodukował mój umysł. Jak ma się ona wobec faktu, że jestem w trakcie pisania tekstu na temat umiarkowania? Z jednej strony – nijak, bo co, zgodnie z przysłowiem, ma piernik do wiatraka z drugiej – paradoksalnie może mieć duży wpływ na to, jak dalej potoczy się historia tego tekstu. 

Umiarkowanie zakłada akceptację tego, co jest

O związku między myślami i emocjami wiemy dzisiaj już całkiem sporo. Myślenie o pędzącym świecie albo niekończącej się liście rzeczy do zrobienia może potencjalnie wzbudzić lęk i poczucie bezradności. A w konsekwencji – uruchomić reakcję emocjonalną, i doprowadzić do chęci uniknięcia konfrontacji z nieprzyjemnymi i przytłaczającymi zadaniami oraz podjęcia niezwiązanych z nimi aktywności, np. sprzątania, jedzenia albo sięgnięcia po telefon. Te same teoretyczne rozważania na temat świata i tego, „ile jeszcze nas czeka do zrobienia„” mogą również aktywować przekonanie, że nic nie warto robić, bo przecież i tak wszystko skazane jest na niepowodzenie lub nie ma szans na bycie wykonanym „perfekcyjnie”. Lub przeciwnie: myśl o tym, w jakiej kondycji znajduje się współczesny świat może wzbudzić poczucie misji i podbić motywację do działania na rzecz środowiska czy społecznych nierówności.

Celem podejmowanych w następstwie działań jest zwykle uspokojenie myślowego szumu i poczucia przebodźcowania, rozładowanie napięcia, redukcja lęku lub zafundowanie sobie dawki przyjemnego uczucia kontroli nad najbliższym otoczeniem. Co przewrotne, pomimo pojawienia się tych wszystkich refleksji, emocji, a nawet bardzo konkretnych działań służących przecież samoregulacji, widać, jak łatwo zwrotnie znaleźć się w nadmiarze umysłowych i emocjonalnych obiektów, a jednocześnie – oddalić od właściwego celu, czyli – w moim przykładzie – napisania tekstu o umiarkowaniu.

Wciśnij hamulec…

Wróćmy więc do metafory wciśnięcia hamulca i skupienia się na tu i teraz. Zgodnie z założeniami terapii poznawczej opartej na uważności (MBCT) czy terapii akceptacji i zaangażowania (ACT), kluczem do zanurzenia się w chwili obecnej jest nieoceniająca, pełna ciekawości i otwartości postawa wobec naszych myśli i emocji. Idąc tym tropem, zamiast roztrząsać myśl „Świat pędzi, nic nie mogę z tym zrobić” lub „Tyle mam jeszcze do zrobienia!” możemy łagodnie skierować naszą uwagę na inne tory. 

Pierwszy z nich to uważność na emocje. Zamiast podążać za przypadkową myślą, jaką podpowiedział Ci właśnie Twój umysł albo podejmować nowe działanie, zadaj sobie pytania: „Jak się teraz czuję? Co czuję, jakie emocje mi teraz towarzyszą? Czy jestem spokojny czy pobudzony, zrelaksowany czy w napięciu? Czy jestem w stanie kontynuować to, czym się teraz zajmuję, czy moje samopoczucie mi to uniemożliwia?”. 

Drugi trop to nieoceniające rozpoznanie potrzeb: „Czego potrzebuję, żeby się uspokoić i wrócić do równowagi? Czy rozumiem, co się ze mną dzieje? Jaka myśl albo zdarzenie wybija mnie z równowagi? Co mogę dla siebie zrobić, żeby wyjść z nadmiaru: myśli, analiz, silnych emocji czy impulsywnych działań? Co może mi w tym pomóc? Jak będę się czuć, jeśli pomogę sobie wyjść z tej przebodźcowującej mnie sytuacji?”.

… i daj sobie chwilę.

Czasem odpowiedzi na te pytania będą oczywiste: możemy potrzebować chwili przerwy albo dłuższego odpoczynku – niezbędnego, żeby wrócić do ważnych dla nas zadań. Czasem potrzebna będzie dłuższa refleksja na tema tego co właściwie sprawia, że jesteśmy w ciągłym poczuciu biegu i przeciążenia, niezadowolenia lub zmęczenia – o czym piszę nieco dalej.

Rozwijanie wartości, jaką jest umiarkowanie, będzie oznaczało tu więc pracę nad budowaniem świadomej uważności na to, co w danym momencie czujemy i na co chcemy kierować swoją uwagę. A w konsekwencji zwiększać prawdopodobieństwo skupienia się na tym, czego najbardziej nam w danym momencie potrzeba, zgodnie z naturą rzeczy. Takie rozwiązanie wymaga zaakceptowania potencjalnej niedogodności związanej z tym, że nie zawsze będziemy mogli od razu zrealizować nasz pierwotny cel. W dłuższej perspektywie zdecydowanie pomoże nam jednak w sprawniejszym decydowaniu o tym, czym się zajmiemy i z jakim nastawieniem to zrobimy. 

Umiarkowanie tak, ale nie w aktywnej refleksji!

Pomocnym w budowaniu umiarkowanej postawy wobec siebie, innych i świata jest również świadomość przekonań, jakie mamy na przykład wobec aktywności, działania, rzeczy materialnych czy swoich własnych emocji.

W ramach stoickiej medytacji warto zadać sobie kilka pytań:

  • Czy skupiam się wyłącznie na tym, na co mam wpływ? Czy zdarza mi się trwonić czas i energię na rozważania, które oddalają mnie od tego, co dzieje się u mnie i ze mną w tym momencie?
  • Czy rozpoznaję u siebie tendencję do brania na siebie zbyt wielu zadań? Z czego to wynika? Czy mam skłonność do przeszacowywania swoich możliwości albo niedoszacowywania czasu potrzebnego do wykonania różnych aktywności? A może z jakiegoś powodu mam trudność w odmawianiu? Albo towarzyszy mi przekonanie, że jeśli nie wykażę się efektywnością lub aktywnością, to stracę czyjeś uznanie?
  • Czy mam skłonność do myślenia o przeszłości lub fantazjowania o przyszłości?
  • Czy przeżywam silne emocje? W jakich sytuacjach? Co je wywołuje?
  • Czy na co dzień dbam o swoje podstawowe potrzeby: odżywianie, sen, aktywność fizyczną? Po co sięgam, żeby lepiej się poczuć? Czego unikam, żeby nie czuć się źle?
  • Jak się czuję, kiedy tracę kontrolę nad tym, co robię (np. jem nie będąc głodnym, ale żeby rozładować napięcie albo wymusić na sobie zrobienie przerwy; piję alkohol w ilości większej niż zamierzona; po raz kolejny sięgam po papierosa, pomimo postanowienia o niepaleniu). A jak czuję się, kiedy uda mi się zachować dyscyplinę i znieść nieprzyjemny stan, zamiast impulsywnie i natychmiast go zmieniać?
  • Czy posiadam codzienną rutynę? Co może mi pomóc, żeby lepiej przeżywać każdy dzień?

Aktywna refleksja i życzliwa samoobserwacja to przydatne narzędzia, które mogą realnie pomóc nam w odnajdywaniu stoickiej równowagi. Warto więc codziennie sprawdzać, czy jesteśmy w nadmiarze czy w niedostatku aktywności, rzeczy, kontaktów, bodźców. Zauważenie tego jest jednym z ważniejszych kroków, jakie możemy zrobić, żeby wrócić do porządku, niezależnie od tego, czy świat wokół pędzi w szaleńczym tempie, czy tylko myślimy, że tak jest, bo sami jesteśmy w stanie pobudzenia i przemęczenia i po prostu trudniej nam przetwarzać bodźce.

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz