Felietony

Mały Książę, rzeczy zależne i niezależne

mały książę

„Teraz to już chyba nic mnie nie zaskoczy” – taka myśl pojawia się często w złożonych, skomplikowanych sytuacjach, w których nie opuszcza nas świadomość piętrzących się problemów. Towarzyszy nam wówczas wrażenie, że zadania nie przestają się nawarstwiać, a my bezwarunkowo musimy stawić im czoła. Jak radzić sobie w takich sytuacjach po stoicku?

Często wracam do książki „Mały Książę” autorstwa Antoine de Saint-Exupéry’ego. Tym razem moją uwagę przykuł jeden z pierwszych jej fragmentów, stanowiący zarazem tło całej historii. Narrator – pilot znajduje się tu w podbramkowej sytuacji: jego samolot rozbił się na pustyni, wody i sił wystarczy mu pewnie na kilka dni, a znikąd ratunku. Trudno o większą katastrofę! I trudno wyobrazić sobie, że coś jeszcze mogłoby wydarzyć się na tym pustkowiu. A jednak, odpoczywający we śnie, tuż przy rozbitym samolocie, pilot zostaje wybudzony wypowiedzianą cicho prośbą: „Narysuj mi baranka”. 

Tylko tego brakowało….

Chyba każdy miał kiedyś w życiu tak, że myślał, że wszystkie gromy z nieba już spadły, a tymczasem – zwrot akcji dopiero miał nastąpić. Prośba o narysowanie baranka, którego Mały Książę będzie mógł zabrać na swoją planetę, to piękna ilustracja właśnie tych sytuacji, w których dzieje się coś zupełnie niespodziewanego. Sytuacji złożonych, trudnych i wymagających, w których dodatkowo ma miejsce coś, czego nie mogliśmy przewidzieć, na co nikt nie mógł być przygotowany. Takich, w których nikt nie podpowiada, jak sobie poradzić, co zrobić, po jakie strategie sięgnąć. Brakuje jakichkolwiek wskazówek.

W takiej sytuacji znajdował się nasz narrator – pilot. Co zrobił? Coś bardzo prostego – to, co potrafił i to,  na co miał wpływ.

O co właściwie poprosił Mały Książę?

Prostota odpowiedzi pilota na prośbę złotowłosego chłopca polegała na przyjęciu jej taką, jaką była. Bez oceny, analizy i opiniowania, a następnie skoncentrowaniu się na tym, na co w danej chwili miał wpływ. Jest to bardzo bliskie stoickiemu podziałowi na rzeczy niezależne i zależne od nas. Pilot nie miał wpływu ani na to, że w rezultacie swojej misji znalazł się na pustyni przy rozbitym samolocie, ani na to, że spotkał na niej Małego Księcia. Miał za to wpływ na to, jak zareagował na prośbę chłopca i co zrobił w następstwie. 

Mały Książę nie poprosił o cud, ale o zrobienie czegoś, co jest możliwe. Pilot narysował pierwszego baranka, potem drugiego i trzeciego. Żaden z nich nie odpowiadał jednak wyobrażeniu Małego Księcia. Wtedy pilot narysowł baranka zamkniętego w pudełku. W ten sposób wybrnął z sytuacji, w której każde z wyjść wydawało się niewystarczające. 

Czy leci z nami pilot, czyli rozróżnianie rzeczy zależnych od niezależnych

Znajdując się w sytuacjach, w których dzieją się rzeczy niespodziewane, nietrudno wpaść w pułapkę zagubienia i czarnowidztwa. Łatwo wtedy o uruchomienie przekonań w rodzaju: „nie dam rady”, „to dla mnie za dużo”, że „na pewno nie podołam”. Myśląc w ten sposób dajemy ponieść się niepomocnym myślom. To tak, jakby pilot roztrząsał, jak bardzo niedorzeczna jest prośba o narysowanie baranka na środku pustyni, zamiast po prostu go narysować. Sposób, w jaki interpretujemy rzeczywistość w istocie zależy od nas. Wszystko inne, czyli wszelkie czynniki zewnętrzne, a nawet ostateczny rezultat naszych działań – jak przekonują stoicy – są poza naszą kontrolą.

Gdyby pilot zganił Małego Księcia za jego natrętną prośbę albo wcale nie uwierzył w jego istnienie, pewnie ominęłaby go najpiękniejsza podróż w życiu. My zaś nie poznalibyśmy opowieści o wartościach, o potrzebach, o możliwościach i ograniczeniach, o świecie dorosłych i dzieci. Tymczasem, wystarczyło przyjąć prośbę i zrobić to, na co w danym momencie rzeczywiście miał wpływ.

Jeśli zaciekawił Cię temat podziału na rzeczy, na które mamy wpływ i które są poza naszą kontrolą – zajrzyj do tego artykułu.

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz