Felietony

Cykl wzlotów i upadków, czyli moja praktyka stoicka

praktyka stoicka

Od dłuższego czasu żywiej niż jakąkolwiek inną interesuję się filozofią stoicką. Efektem tego jest współtworzenie Formy Minimalnej – projektu opartego na przyjaźni oraz dzieleniu się zdobywaną wytrwale wiedzą i refleksją o tym, co można zrobić, by z pomocą stoicyzmu lepiej radzić sobie na co dzień. A ponieważ lubię, gdy za słowami idą czyny – staram się sama sięgać do stoickich pryncypiów. Czasem efekty są zdumiewające i cieszę się, gdy uda mi się zachować spokój tam, gdzie zwykle przeszłaby emocjonalna burza. Czasem jest zupełnie przeciwnie – moje zachowanie i reakcje mogłyby posłużyć jako anty-przykład stoickiego podejścia. Jeśli ciekawi Cię, jak właściwie wygląda moja praktyka stoicka – czytaj dalej.

Praktyka stoicka w swej perfekcyjnej odsłonie

Ideał codziennej praktyki stoickiej wyobrażam sobie tak: wstaję rano (najlepiej zawsze o tej samej porze), dokonuję realistycznego przeglądu dnia pod kątem tego, na co powinnam się przygotować i co – trudnego, ale też przyjemnego – może mnie spotkać. Następnie, chwila na medytację stoicką, czyli rozważanie fragmentu jakiegoś stoickiego tekstu, np. z „Rozmyślań” Marka Aureliusza. Dobre śniadanie – żeby zadbać o siły witalne na cały dzień, sport, następnie praca, obowiązki i zadania – te przewidziane w planie, ale i te, których się nie spodziewałam.

Wszystko wykonywane zgodnie z podstawową zasadą stoicką: rozróżnieniem na rzeczy zależne i niezależne ode mnie oraz w oparciu o wartości: umiar, odwagę, sprawiedliwość i mądrość i – oczywiście – z racjonalnym osądem sytuacji, uwzględnieniem odpowiedniej perspektywy i nie dając się pochłonąć silnym emocjom. Pod koniec dnia – rzetelny przegląd tego, co się wydarzyło, chwila na wdzięczność i odpoczynek. W międzyczasie ćwiczenie podziwu wobec świata, zadbanie o najbliższy krąg bliskich mi ludzi i szerzej – zrobienie czegoś (najlepiej pożytecznego) z myślą o szerszym kręgu – sąsiedzkim, społecznym[1]… Uf, sporo tego[2].

Realność – nie taka brutalna, ale daleka od ideału

Gdyby przyjrzeć się realności przez dobrze dobrane okulary, to wygląda ona mniej więcej tak: wstaję rano, zwykle w trybie „autopilota” i dość szybko zabieram się za tzw. „robienie rzeczy”. Nie zawsze pamiętam o tym, żeby prześledzić w myślach plan dnia, czyli zrobić porządny, stoicki „Przegląd siebie”. Czasem zatapiam się w myślach albo zajmuję się czymś, czego nie zaplanowałam lub tracę czas na niezbyt pilne sprawy. To, co w takich sytuacjach pomaga mi „przywołać się do porządku” to zwrócenie uwagi na to, co właściwie robię i szybkie sprawdzenie, czy aby na pewno tym powinnam się teraz zajmować. Ta technika sprawdza się często, ale nie zawsze. Kiedy konkretnie nie działa? Wtedy, gdy za świadomą refleksją nie idzie zmiana zachowania na to pożądane. To te momenty, w których wiem, że nie powinnam czegoś robić, a jednak nadal to robię. Też tak czasem masz?

Rutyna, praktyka stoicka i… cała reszta inwentarza

Poranny rozruch, smakowite śniadanie i chwila na medytację to niezwykle przyjemne i ugruntowujące elementy codziennej rutyny, o których staram się nie zapominać i które pomagają mi zapanować nad tym, co dzieje się u mnie od samego rana. Nie gwarantują jednak dobrego nastroju na cały dzień. A tym bardziej – powodzenia w zadaniach, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć w ciągu dnia (ale też nie mają przecież takiego zadania). Co się tu przydaje?

Wraz z przyjęciem zasad stoickich jako pewnego rodzaju życiowego drogowskazu, coraz więcej jest u mnie spokoju i aktywnej akceptacji – szczególnie wobec rzeczy, na które nie mam wpływu. Stoicki spokój nadal nie jest jednak moim „trybem domyślnym”. Zdarzają się sytuacje, w których muszę „wznieść się na wyżyny” świadomego panowania nad emocjami, żeby nie dać się ponieść złości, użalaniu się nad sobą, rozdrażnieniu albo lękowi. Czasem wystarczy niespodziewana wiadomość lub telefon, który zmienia świetnie ułożony wcześniej plan. Zdarza się, że w kość daje organizm, który nie zawsze jest w najlepszej formie. Manifestuje to na przykład bólem głowy albo brzucha lub przytłaczającą sennością. Czasem myśli ścigają się jedna z drugą, a z ich chaotycznego sprintu trudno cokolwiek mądrego wywnioskować. Tak jest – umysł płata mi różne figle i potrzeba świadomej pracy, żeby nad tym zapanować.

Wracaj na tor!

Stoicyzm ma to do siebie, że jest filozofią praktyczną. Uczy mnie nie walczyć przeciwko temu, co mi się przytrafia, ale żeby to przyjmować – w postawie akceptacji i życzliwej ciekawości. To trochę jak z prezentem, który może, ale nie musi mi się podobać, a z którym i tak coś… zrobię – skorzystam z niego, wyeksponuję, schowam lub przekażę dalej. Do mnie należy, co wybiorę. Stoicyzm uczy także, że kiedy gubię rytm w działaniu, rozpraszam się, prokrastynuję, dekoncentruję albo gdy rzeczy nie dzieją się zgodnie z moimi oczekiwaniami – mam wracać na tor, bo on nie znika. Moim zadaniem jest z powrotem na niego wskoczyć, zamiast rozstrząsać, że z niego wypadłam.

Praktyka stoicka uczy pokory i wdzięczności. Dlaczego pokory? Stoicy podpowiadają, by uznać swoje ograniczenia i słabości, ale nie korzystać z nich jak z wymówek. Nie odkładać działań na później, nie komplikować rozmów i relacji, nie myśleć wyłącznie o czubku własnego nosa. Pamiętać o ważnych punktach odniesienia, czyli wartościach, o tym, co naprawdę istotne. Aktywnie sobie o tym przypominać. Szczególnie wtedy, kiedy w myślach pojawia się chaos, w ciele napięcie, a działanie odbiega od tego zamierzonego. Przejmować ster, szczególnie w sytuacjach, w których impulsywność i emocje mogłyby wziąć górę. I – jak pisał Marek Aureliusz – „w duszy nie być biernym lub agresywnym”, a w życiu „nie zajmować się tylko interesami”[3].

Lubię słowa Seneki: „Gdy ktoś posługuje się filozofią arogancko i natrętnie, często staje się ona przyczyną problemów. Pozwól, niech filozofia usunie twe własne wady, zamiast być narzędziem do wytykania cudzych uchybień”[4]. Tak chyba najszerzej widzę wpływ filozofii i praktyki na moją codzienność. To nieustanne wracanie na tor, pokorne „porządkowanie” myśli, skupianie uwagi na tych działaniach, które faktycznie na coś mogą się przydać. Niezależnie od tego, czy w rezultacie posłużą pielęgnowaniu relacji, poszerzaniu wiedzy potrzebnej do pracy czy po prostu – odpoczynkowi i ładowaniu życiowej baterii.

Daleko od ideału, bliżej do siebie i własnej natury

Wydaje się, że czasem łatwiej, a czasem trudniej – z różnych przyczyn, podążać za ideałem stoickiego mędrca. Czasem dostaję od losu dokładnie to, czego chcę, czasem coś zupełnie przeciwnego, a codzienność jest najlepszym polem treningowym dla tego, co nazywam moją praktyką stoicką. „Spędź tę krótką chwilę czasu w zgodzie z naturą i z pogodą dotrzyj do miejsca swego ostatecznego spoczynku, tak jak spaść musi dojrzała oliwka, wielbiąca ziemię, która ją żywiła i wdzięczna drzewu, które ją zrodziło” – to cytat z Marka Aureliusza[5]. Wracam do niego czasem i przekonuję się na własnej skórze, że – nawet jeśli zabrzmi to jak banał – warto tak przeżywać dzień, żeby zasypiać z poczuciem, że to, co ważne zostało zaopiekowane, a to, co było w chaosie – znalazło swój porządek. Nawet, jeśli od jutra trzeba będzie zacząć wszystko od początku, trochę mozolnie i tak niedoskonale.


[1] O tym, dlaczego używam słowa „krąg” i o stoickim podejściu do innych przeczytasz tutaj i tutaj.

[2] Na Formie Minimalnej w zakładce Praktyka znajdziesz opis wspomnianych tu oraz kilku innych ważnych i pomocnych na co dzień stoickich ćwiczeń.

[3] Marek Aureliusz, Rozmyślania, tłum. Tomasz Walczak.

[4] Seneka, Listy moralne do Lucyliusza, tłum. Tomasz Walczak.

[5] Marek Aureliusz, ibidem.

2 komentarze

  • M.
    12 września 2022 at 21:00

    Piękny ten stoicyzm! Zastanawiam się, na ile różne cechy charakteru pomagają, bądź przeszkadzają, w takim stoickim życiu? 😉

    Reply
    • Magdalena Król
      Magdalena Król
      14 września 2022 at 12:27

      Rzeczywiście, ktoś, kto z natury jest porywczy i wybuchowy pewnie będzie musiał włożyć więcej wysiłku w to, żeby zapanować nad swoimi emocjami niż ktoś, kto na co dzień przyjmuje to, co mu się przytrafia ze spokojem i rozważnie. Dobra wiadomość jest taka, że stoicyzm praktykować może… każdy, niezależnie od tego, w jakie cechy charakteru czy temperamentu jest wyposażony 🙂

      Reply

Zostaw komentarz